czwartek, 19 listopada 2009
Agenci

"(...) z ostatnią rolą Patrica Swayzy. Aktor wcielił się w nim w postać agentka FBI, który rozpracowuje świat przestępczy Chicago. Przydzielony mu partner - Dove - nie jednak lojalny, prowadzi bowiem tajne śledztwo w jego sprawie."

środa, 18 listopada 2009
Usuwanie konta

"Twój adres został dodany do listy usuniętych"

 

Dopasowani

"Kolumny (...) tworzą idealny zestaw do kina domowego lub miłośników muzyki"

 

poniedziałek, 16 listopada 2009
Burza

Ten artykuł w zasadzie cały zasługuje na cytat. A zatem:

Burza grzmiała z ponaddźwiękową prędkością

Liście drzew na chwilę przestają się poruszać, a potem gwałtownie wieje. Bezbarwny piorun o średnicy do 5 cm szuka najwyższych punktów na ziemi. Grzmi z ponaddźwiękową prędkością. Burza.

- Zawsze były niebezpieczne. Ale rzeczywiście teraz towarzyszą im silniejsze wiatry - słyszymy w stacji meteorologicznej w Wieluniu.

Dlaczego? Teorie są dwie. Pierwsza, za niszczycielskie trąby wini ocieplenie klimatu. Inna skłania się do stwierdzenia, że nasilenie burz powtarza się w kilkusetletnich cyklach. I właśnie wchodzimy w tę groźniejszą falę.

- Pamiętajmy jednak, że burze zrywały dachy od lat. Tylko kiedyś o zniszczeniach wiedziała jedna wioska. Dziś, dzięki telefonom komórkowym i internetowi, jest inaczej. - Ludzie widzą skutki ulewy i od razu robią zdjęcia. Niemal natychmiast są one pokazywane w portalach mediów - opowiada pracownik stacji w Wieluniu. - W ciągu kilku minut o zniszczonym gospodarstwie w centrum kraju dowiaduje się cała Polska.

Zgadza się jednak z teorią, że dziś wiatry są silniejsze. - A ludzie nieco stracili czujność. Jak mieli syrenkę 30 lat temu, to na czas silnego deszczu chowali ja do garażu. Dziś uważają, że podczas burzy można jeździć samochodem - dodaje.

Rzeczywiście, piorun krzywdy nam nie zrobi. Nawet jak uderzy w auto, pojazd zadziała jak klatka, po której ładunki spłyną do ziemi. Ale nie mniej niebezpieczne są połamane gałęzie czy konary drzew, które uderzają w jadące samochody. Właśnie od tego ginie dziś najwięcej ludzi w Polsce.

Niebezpiecznie jest też chodzić po dworzu. I też nie do końca chodzi o pioruny. Zerwany z dachu kawałek blachy działa jak ostrze gilotyny. - Przy ul. Pasjonistów na Teofilowie ocieplane są bloki. Podczas ostatniej burzy od ściany oderwał się kawałek styropianu i jeszcze czegoś, chyba jakiejś blachy. Ganiały się po całym osiedlu, niczym latające siekiery - opowiada Pani Teresa, mieszkanka ulicy Grabieniec.

Granatowe, czarne i mocno spiętrzone

Najpierw jest cicho. Wiatr przestaje wiać do tego stopnia, że na drzewach nie rusza się żaden liść. Powiedzenie "cisza przed burzą" jest jak najbardziej uzasadnione. Nagle jednak na niebie pojawiają się wielkie kłębiaste chmury. - Mają około 6, ale czasem nawet do 12-14 kilometrów wysokości - słyszymy w wieluńskiej stacji. - Im bardziej wypiętrzone, tym groźniejsze.

Gdy ich grubość przekroczy 10 km , istnieje duże prawdopodobieństwo, że spadnie grad.

Te chmury to Cumulonimbusy. Zwykle są ciemno granatowe lub nawet czarne, powodują, że przed burzą robi się ciemno. Chwilę wcześniej zrywa się też silny wiatr. Zwykle przed burzą wieje z południowego-wschodu , a potem nagle zmienia kierunek na zachodni. Takie nagłe skręty wiatru, są bardzo charakterystycznym zwiastunem burzy.

Jak długo to zjawisko potrwa, zależy od tego, czy odwiedzi nas komórka burzowa, czy może kilka połączonych w multikomórkę. Coraz częściej w Polsce mamy do czynienia z superkomórkami, z których ulewa może trwać nawet kilka godzin.

Ale burza to oczywiście nie tylko deszcze, ale także pioruny. Wyglądają jak wielkie krzaki, których najgrubsze gałęzie mają zaledwie od 1 do 5 cm średnicy. Ich długość może osiągać za to nawet kilkadziesiąt kilometrów.

Ciężkie chmury burzowe mają wielkie ilości ujemnie naładowanych cząstek. Ponieważ w naturze - jak tłumaczy fizyka - układy dążą do wyrównania, chmura chce się pozbyć elektronów. Tak powstaje piorun, czyli wyładowanie elektryczne, które przenosi do ziemi ujemne ładunki. W chwili, gdy zaczynają wędrować ku ziemi, pozostawiają za sobą kanał silnie zjonizowanego powietrza. Sprowadzenie ładunków trwa zaledwie jedną dziesięciotysięczną sekundy, ale jest niewyobrażalnie większe niż energia w domowej sieci energetycznej (ponad tysiąc razy).

Wbrew pozorom pioruny są bezbarwne. Widzimy je jako światło, a rozgrzane do niewyobrażalnie wysokiej temperatury światło świeci. Najpierw na czerwono (około 800 stopni Celsjusza), ale rozgrzane jeszcze mocniej - jak w piorunie - staje się jaśniejsze, a w postrzeganiu bielsze.

Dzięki dobrze widocznym błyskom i grzmotom, łatwo sprawdzić, jak daleko burza jest od nas. Błysk rozchodzi się w mgnieniu oka. Grzmot jest w tym samym momencie, ale do naszego ucha dochodzi wolniej ("tylko" 340 metrów na sekundę). Łatwo wyliczyć, że jeśli grzmot usłyszymy po trzech sekundach, epicentrum burzy jest około kilometra od nas. Jeśli idzie w naszym kierunku, dojść może za kilka minut (choć nie ma reguły, zdarzają się burze stojące w miejscu).

Co grzmi w burzy?

Piorun, czyli przenoszenie do ziemi ładunków, to nic innego jak przepływ prądu. Ten powoduje wytwarzanie ciepła - im większe natężenie, tym wyższa temperatura. Piorun ogrzewa otaczające go powietrze do temperatury około 30 tysięcy stopni Celsjusza.

Z lekcji fizyki możemy pamiętać, że gdy rośnie temperatura ciała, zwiększa się też jego objętość. Powietrze rozszerza się we wszystkie strony z niesamowitą siłą i ponaddźwiękową prędkością. Mamy do czynienia ze zjawiskiem podobnym do lotu samolotu F-16 - gdy przekracza barierę dźwięku, też słyszymy hałas przypominający grzmot.

To taka sama jak podczas burzy fala uderzeniowa.

Mamy błysk, grzmot, ale to nie koniec. Naukowcy, którzy filmowali błyskawice zauważyli, że piorun wraca do chmury. Natychmiast po błysku, ładunki z ziemi - tym razem dodatnie - biegną do góry. To tzw. wyładowanie powrotne, które zdarza się zawsze, tylko dla nas jest już niezauważalne.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

piątek, 13 listopada 2009
Majonezowy patos

Majonez

środa, 04 listopada 2009
Świnie na bani

Na bani